Paul Meany: Historia Geniusza

Paul Meany, genialny umysł stojący za zespołem Mutemath, to postać, bez której nowoczesna dyskografia Twenty One Pilots wyglądałaby zupełnie inaczej. Jego relacja z duetem z Columbus to fascynująca droga od wzajemnej inspiracji do pełnej twórczej symbiozy.

Zanim Paul stał się „tajną bronią” zespołu, był liderem, wokalistą i pianistą formacji Mutemath. To właśnie tam wypracował swój unikalny styl – łączenie żywych instrumentów z eksperymentalną elektroniką i kreatywną produkcją. Wszystko zaczęło się w 2002 roku, gdy Paul, po rozpadzie swojego poprzedniego projektu Earthsuit, nawiązał współpracę z perkusistą Darrenem Kingiem. Ich początkowa relacja opierała się na pracy na odległość – King przesyłał instrumentalne dema, a Meany dodawał do nich własne pomysły.

Wkrótce King przeprowadził się do Nowego Orleanu, a ich wspólny projekt, początkowo nazywany po prostu Math, zaczął eksplorować fascynacje elektroniką, samplerami i twórczością artystów takich jak DJ Shadow czy Björk. Debiutancki album Mutemath został oficjalnie wydany w 2006 roku, zdobywając uznanie krytyków i trafiając na listy przebojów.

Rok 2007 okazał się przełomem w karierze zespołu. Ich singiel „Typical” stał się hitem, a teledysk, w którym muzycy wykonali cały utwór od tyłu, zdobył miliony wyświetleń i nominację do nagrody Grammy. Zespół zyskał status gwiazdy festiwalowej, występując na Bonnaroo, Lollapalooza czy Voodoo Music Experience, a ich twórczość pojawiała się w popularnych programach telewizyjnych i reklamach.

Podczas pracy nad drugim albumem, Armistice (2009), grupa otarła się o rozpad. Po odrzuceniu materiału pisanego w trakcie tras koncertowych, muzycy podjęli ryzykowną decyzję o rozpoczęciu pracy od zera z producentem Dennisem Herringiem. Ta zmiana kursu opłaciła się – płyta Armistice zadebiutowała bardzo wysoko na listach Billboardu, a Meany podkreślał, że był to pierwszy album w pełni oparty na ścisłej współpracy wszystkich członków zespołu. W kolejnych latach kontynuowali oni eksperymenty, co doprowadziło do premiery albumu Vitals w 2015 roku.

Przypadkowe spotkanie z Tylerem i Joshem podczas jednego z wydarzeń radiowych było dla Paula momentem zwrotnym. Muzycy natychmiast znaleźli wspólny język, a autentyczność i pokora chłopaków przywróciły Meany’emu wiarę w branżę muzyczną. Propozycja dołączenia do trasy jako oficjalny support była dla zespołu tak nieoczekiwanym wyróżnieniem, że Meany początkowo nie mógł uwierzyć w prawdziwość tej oferty. Jak sam przyznał, była to dla Mutemath najbardziej znacząca trasa w karierze, dająca szansę zaprezentowania się przed jedną z najbardziej zaangażowanych publiczności na świecie.

Tyler i Josh byli niezwykle uprzejmi, bezpośredni, a jednocześnie inspirującymi postaciami… od razu poczuliśmy się, jakbyśmy spotkali swoich zaginionych braci. Słuchanie ich opowieści o muzyce, ich drodze i tym, co dla nich ważne, było szczególnie orzeźwiające dla takiego weterana jak ja, który od jakiegoś czasu błąka się po muzycznych okopach i zaczyna wątpić, czy dobrzy mogą wygrać w tej grze. Po tym, jak spotkaliśmy się tamtego grudniowego wieczoru i rozstaliśmy, miałem nadzieję, że w najlepszym razie uda nam się kiedyś wspólnie napisać piosenkę albo zagrać kilka koncertów. Ale kilka miesięcy później, kiedy zadzwonili do nas z informacją, że zaproponowano nam bezpośrednie supportowanie EMØTIØNAL RØADSHØW, mogę powiedzieć, że nie spałem tamtej nocy. Naprawdę nie mogłem w to uwierzyć. Dopiero gdy zobaczyłem ogłoszenie w sieci, pozwoliłem sobie zaakceptować to jako rzeczywistość. To była zdecydowanie najważniejsza trasa, jaką kiedykolwiek nam zaproponowano, i szansa na zagranie dla prawdopodobnie najbardziej oddanych fanów w muzyce współczesnej.


Relacja między zespołami nie była jednostronna – członkowie Twenty One Pilots również podkreślali ogromne znaczenie tej współpracy. Dla duetu z Ohio możliwość goszczenia Mutemath na swoich koncertach była spełnieniem marzeń, a postawa starszych kolegów z branży zrobiła na nich ogromne wrażenie.

Mutemath od jakiegoś czasu jest jednym z naszych ulubionych zespołów, a ich wyjazd w trasę był spełnieniem marzeń. Najbardziej niesamowite w tym doświadczeniu było to, że okazali się niesamowicie miłymi, utalentowanymi i wdzięcznymi ludźmi. Dosłownie dziękowali nam za zaproszenie ich na trasę. Dziwnie było usłyszeć to od zespołu, który podziwialiśmy, by w ten sposób z nami rozmawiać. Nie chcieliśmy, żeby to doświadczenie się na tym skończyło, więc pomyśleliśmy o zrobieniu czegoś razem. Paul zremiksował „Stressed Out” i jest to jeden z moich ulubionych remiksów, jakie kiedykolwiek zrobiono z jednym z naszych utworów. Wpadliśmy więc na pomysł, żeby wejść do studia i zobaczyć, co się stanie, jeśli przerobimy kilka utworów. To naprawdę świetna rzecz dla naszych fanów. Mamy nadzieję, że im się spodoba, bo my świetnie się przy tym bawiliśmy.

Fascynacja szybko przerodziła się w konkretne działania artystyczne. Efektem była seria nowych interpretacji utworów, które – jak podkreślali muzycy – powstały z czystej radości tworzenia i chęci podarowania fanom czegoś wyjątkowego. Wspólne nagrania stały się naturalnym zwieńczeniem artystycznej przyjaźni, która wyrosła podczas trasy Emotional Roadshow.

Paul Meany wszedł do studia jako współproducent przy albumie Trench. Jego rola polegała na tym, by pomóc Tylerowi wyjść poza ramy klasycznej piosenki pop i nadać płycie bardziej organiczny i mroczny klimat. To dzięki Meany’emu bas w Trench brzmiał tak brudno i potężnie, a tekstury dźwiękowe były tak bogate – to klasyczny sznyt Paula połączony z wizją Tylera. Ta artystyczna chemia sprawiła, że Meany stał się dla duetu nieodzownym partnerem.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Paul Meany (@paulmeany)

Podczas pracy nad albumem Scaled and Icy rola Meany’ego uległa zmianie. Choć pozostawał bliskim współpracownikiem, nie brał udziału w produkcji ani pisaniu każdego utworu w tak bezpośredni sposób, jak miało to miejsce przy Trench. Płyta ta, nagrywana w dużej mierze zdalnie, stanowiła dla Tylera Josepha zupełnie nowe wyzwanie. Była bardziej kolorowym i popowym spojrzeniem na twórczość zespołu, co mocno kontrastowało z mroczną, „trenchową” estetyką. Wszystko wróciło jednak na właściwe tory przy okazji albumu Clancy, gdzie duet Meany-Joseph znów rozkwitł. To właśnie wtedy Paul powrócił do roli kluczowego architekta brzmienia, pomagając domknąć narracyjną sagę rozpoczętą jeszcze w czasach Blurryface. Meany był obecny przy powstawaniu kolejnych kompozycji, a w konsekwencji – całego albumu Breach. Odpowiadał również za ostateczny szlif dema „Doubt”, które zostało wydane po dziesięciu latach w wyniku tiktokowego virala (więcej na ten temat przeczytacie w naszym artykule: „Doubt – analiza sukcesu”).

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Paul Meany (@paulmeany)

Co więcej, jedną z najbardziej cenionych przez clikkies praktyk Paula Meany’ego jest jego otwartość w mediach społecznościowych. Często dzieli się on fascynującymi breakdownami (czyli rozkładaniem kompozycji na czynniki pierwsze), w których pokazuje proces powstawania konkretnych utworów duetu. Nie są to zwykłe opowieści – producent z niezwykłą drobiazgowością obnaża proces tworzenia poszczególnych warstw dźwięku, od początkowych, surowych pomysłów Tylera Josepha, aż po finalny, wielowymiarowy miks.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Paul Meany (@paulmeany)

Ostatnim, niezwykle istotnym rozdziałem w artystycznej drodze Paula Meany’ego jest jego solowy materiał wydany w 2025 roku. Po latach bycia architektem brzmienia dla innych, zdecydował się na odważny krok w stronę pełnej autorskiej ekspresji na albumie Forever Phase.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Paul Meany (@paulmeany)

Twenty One Pilots, Mutemath i solowe projekty to jednak nie wszystko. Paul Meany współpracował z wieloma cenionymi markami alternatywnej sceny, takimi jak Yungblud, Pierce the Veil, Half Alive, K.Flay oraz Walk the Moon.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Paul Meany (@paulmeany)

Czy Paula można śmiało nazwać nieoficjalnym, trzecim członkiem zespołu? Naszym zdaniem zdecydowanie tak. Paul w pełni zapracował na to przez ostatnie lata, zyskując wśród społeczności fanów zasłużony status legendy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *