Wszystko zaczęło się 8 maja, gdy fani z Ohio dostali tajemnicze e-maile z zaproszeniem na parking w Columbus, gdzie mogli odebrać znaki ogrodowe upamiętniające miejsce, „od którego wszystko się zaczęło”. W tamtym momencie nikt jeszcze nie wiedział, co się za tym kryje. Później okazało się, że była to część promocji koncertu zaplanowanego na 17 października 2026 roku na Ohio Stadium – największym obiekcie, na jakim Piloci kiedykolwiek wystąpią. Ale od początku.
Wygląda na to, że akcja, o której Tyler w tajemnicy powiedział jednej z fanek właśnie się rozpoczęła. Fani z Ohio otrzymali e-maile, by pojawili się na parkingu i odebrali znaki ogrodowe by uczcić gdzie „to wszystko” się zaczęło (w Columbus, Ohio). Nie znamy dalszego rozwoju… pic.twitter.com/BZy5DLiJ2Y
— twenty øne piløts Pølska (@top_poland) May 8, 2026
Po otrzymaniu wiadomości, fani z Columbus tłumnie przybywali we wskazane miejsce, aby odebrać znaki ogrodowe osobiście wręczane przez dyrektora kreatywnego zespołu, Marka Eshlemana (Reelbearmedia). Razem ze swoim zespołem pomocników rozdawał upominki aż do wyczerpania zapasów. Całe wydarzenie było również nagrywane, o czym informowano później w mediach społecznościowych. Na miejscu pojawili się także przedstawiciele lokalnych radiostacji.
YALLLLLLL IM DEAD MY GRANDMA SENT ME A PICTURE OF MARK😭 SHE HAS NO IDEA https://t.co/QrhrCymJCF pic.twitter.com/S8qoCmZmL4
— christiana (@nov20ths) May 8, 2026
Frøm here @twentyonepilots pic.twitter.com/EjUxSYLQbW
— Joe (@JoeJ1700) May 8, 2026
yard sign for my nonexistent yard in my apartment building secured pic.twitter.com/LkHbSp6Hrv
— x – .renny bøy ψ (@HonkLaurennn) May 8, 2026
Got to see mark and secured the goods 🙂↕️ pic.twitter.com/Neuw8wmCec
— Brooke ‧₊˚ ☽ ⋅ ⊬ (@fakeyouout21) May 8, 2026
#twentyonepilots is giving out free yard signs to their fans!
What do U think they could be plotting? pic.twitter.com/uT78lGBYqI
— RadioU (@RadioU) May 8, 2026
Trzy dni później, 11 maja, w całym Columbus zaczęły pojawiać się kolejne tropy – miasto zostało wręcz zasypane muralami i plakatami. Początkowo wielu fanów przypuszczało, że może to być zapowiedź serii koncertów nawiązujących do trasy Tour De Columbus z 2017 roku, które mogłyby odbyć się w oznaczonych lokalizacjach. Wśród miejsc, gdzie zauważono materiały promocyjne, znalazły się:
- Skully’s Music-Diner
- KEMBA Live
- Newport Music Hall
- Nationwide Arena
- The Basement
- Schottenstein Center
Pojawiła się jednak także inna teoria. Część fanów zaczęła podejrzewać, że slogan „FROM HERE” ma prowadzić do „TO HERE” – czyli do największego obiektu, na którym Piloci mogliby kiedykolwiek wystąpić.
W Columbus pojawiły się znaki zapowiadające prawdopodobnie drugą edycję „Tour De Columbus” – kilkudniowej trasy, która odbyła się w 2017 roku w rodzinnym mieście chłopaków.
Plakaty i murale zauważono przy arenach, które gościły zespół podczas pierwszej odsłony tego wydarzenia. pic.twitter.com/bIMvfBfeUg
— Polish Clique News (@plcliquenews) May 12, 2026
Równocześnie zapowiedziano, że zespół pojawi się w piątek w audycji radiowej WNCI 97.9 – u nas emisja odbyła się dziś po południu – by przekazać „ważny komunikat” związany z tajemniczymi znakami „from here”, które pojawiły się w różnych miejscach Columbus. Gdy wszyscy oczekiwali wyjaśnienia zagadki, Piloci zaskoczyli fanów, prezentując finałową zapowiedź nad Ohio Stadium: świetlny billboard oraz imponujący symbol zespołu unoszący się w powietrzu dzięki dronom.
🚨 Zespół pojawi się w audycji radiowej stacji WNCI 97.9 w piątkowy poranek (u nas po południu), aby przekazać ważne ogłoszenie dotyczące znaków „from here” rozsianych po Columbus.pic.twitter.com/OdkxobUCpU
— Polish Clique News (@plcliquenews) May 13, 2026
twentyonepilots • ig stories pic.twitter.com/7eGTu8Hqbl
— twenty øne piløts Pølska (@top_poland) May 14, 2026

Dowiedzieliśmy się także, że podczas tego wyjątkowego – i zarazem największego w karierze – koncertu Tylerowi i Joshowi towarzyszyć będzie zespół Death Cab For Cutie. To jedna z ulubionych grup muzyków, o której wielokrotnie wspominali w swoich mediach społecznościowych.
Przygotowaliśmy dla Was aż trzy wywiady z chłopakami – rozmowę z Tylerem dla 107.3 Alternative Cleveland, którą poprowadziła Brady Marks, wywiad z Joshem w programie Java Joela na antenie Mix 94-1 oraz wspomnianą wcześniej audycję radiową dla WNCI 97.9.
Brady: Siadamy dziś rozmowy z samym Tylerem Josephem. Tyler, nazywam się Brady Marks. Reprezentuję 1073 Alternative Cleveland, lokalną i niezależną stację radiową tutaj, w północno-wschodnim Ohio.
I tak, to dla mnie zaszczyt móc z tobą porozmawiać. Chciałabym zacząć od „słonia w pokoju”. Kiedy ten materiał trafi do emisji, publicznie będzie już wiadomo o ogłoszonym koncercie w Columbus – waszym wielkim powrocie do domu – 17 października na stadionie SHU.
Tyler: Tak, to będzie szalone. To trochę jak… no, dosłownie nie da się już chyba wejść wyżej. I myślę, że każdy, kto będzie na tym koncercie, zobaczy jak Josh i ja pewnie w trakcie show zaczniemy sobie uświadamiać, że osiągnęliśmy ten szczyt. Nie wiem jeszcze, jakie emocje się z tym pojawią ani jak to się objawi, ale powinien to być naprawdę potężny moment.
Brady: Mogę zapytać, jak to w ogóle się wydarzyło? Jak skończyliście właśnie na SHU? Słyszałem też, że to pierwszy raz, kiedy uczelnia zgodziła się na koncert zespołu podczas sezonu futbolowego.
Tyler: Uniwersytet był bardzo otwarty i pomocny. Tak naprawdę nie moglibyśmy tego zrobić bez ich zgody na organizację koncertu w trakcie sezonu futbolowego. Jak powiedziałaś: wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Myślę też, że wiedzieliśmy, iż po tym roku trochę zwolnimy tempo i zrobimy sobie przerwę. Timing po prostu idealnie się zgrał, żeby zrobić jeszcze jeden koncert. To będzie bardzo długi set – prawdopodobnie jeden z najdłuższych, jakie kiedykolwiek zagraliśmy. Właśnie dopracowujemy setlistę. To będzie właściwie całkowicie nowe show. Wciąż mamy przed sobą mnóstwo pracy, ale z tego, co już udało mi się ułożyć, zapowiada się to jako jeden z najbardziej wymagających koncertów, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy, ale też pewnie najbardziej satysfakcjonujących.
Brady: Jestem mega podekscytowana tym koncertem. Dziękuję wam za to, że wracacie ze swoją sztuką do domu. I wiem, że pewnie słyszysz to cały czas „jestem fanem od zawsze”, ale ja poznałam waszą muzykę przy Vessel. Byłam na waszym koncercie w 2014 roku w Jacob’s Pavilion, to był pierwszy koncert, na który mogłam pojechać sama, bo dopiero co zrobiłam prawo jazdy. I czuję się uprzywilejowana, bo moja młodsze ja nie miała pojęcia, jakie miała szczęście zobaczyć was w takim miejscu. Potem widziałam was już w Rocket Arena i mimo ogromnej hali dalej miałam wrażenie jakby to był kameralny koncert. Macie niesamowity talent do tego, żeby każdy w tłumie czuł się częścią show – czy to dzięki laserom nad publicznością, czy momentowi z dublerem podczas trasy Clancy. Nigdy nie widziałam artystów tak dużych jak wy i Josh, którzy tak bardzo dbaliby o fanów „gdzieś z tyłu”, żeby oni też poczuli się częścią koncertu. Możesz o tym opowiedzieć?
Tyler: To bardzo trafna obserwacja. Naprawdę skupialiśmy się na tym, żeby wyobrazić sobie dzieciaka stojącego gdzieś daleko z tyłu i zadać sobie pytanie: „Jak sprawić, żeby to też było dla niego niezapomniane?”. Oczywiście im większa arena, tym większe wyzwanie. Stadion Ohio będzie największym miejscem, w jakim graliśmy. Czasem nawet nie wiesz, ile zajmie ci dojście do końca stadionu i czy piosenka w ogóle jest wystarczająco długa, żeby to zrobić. Teraz jesteśmy właśnie na etapie budowania setlisty tak, aby cały stadion był częścią show, niezależnie od miejsca. To jedno z największych wyzwań: utrzymać tę filozofię nawet wtedy, gdy grasz już na stadionie.
Brady: Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak to zrobicie. Wiem, że wam się uda.
Tyler: Zobaczymy. Może się nie uda.
Brady: Wybaczymy wam!
Tyler: Haha.
Brady: Jesteście kochani przez fanów na całym świecie, ale jako ludzie z Ohio mamy specyficzną relację z tym stanem. Trochę go kochamy, trochę się z niego śmiejemy. Jak ktoś z zewnątrz krytykuje Ohio, to od razu: „Ej, nie mów tak o Ohio!”. Czy koncerty tutaj różnią się czymś od innych?
Tyler: Tak, zdecydowanie jest w nich dodatkowa duma. Publiczność jest dumna z nas, bo jesteśmy stąd, nadal tu mieszkamy i kochamy to miejsce. Ale my też jesteśmy dumni, bo zauważyliśmy, że coraz więcej ludzi przyjeżdża specjalnie na „ten koncert w Ohio”, bo zawsze staramy się zrobić tutaj coś wyjątkowego. Lubię, kiedy ludzie przyjeżdżają i sami mogą zobaczyć Ohio, zamiast wierzyć stereotypom. Fajnie patrzeć, jak ktoś mówi: „Kurczę, naprawdę polubiłem Ohio”. No i wspominam o tym też dlatego, że stadion oznacza ogromną liczbę biletów do sprzedania. Mam nadzieję, że ludzie przyjadą nawet spoza Ohio. Szczerze mówiąc, Josh i ja zawsze stresujemy się sprzedażą biletów. To zaczęło się bardzo wcześnie w naszej karierze – wtedy wszystko sprowadzało się do pytania: „Ile osób przyjdzie?”. To bardzo stresujące dla każdego zespołu. I nawet teraz, po tylu latach, dalej się tym przejmujemy, bo ciągle próbujemy sięgać wyżej. A teraz sięgamy najwyżej, jak się da. I myślimy sobie: „O cholera, oby to zadziałało”.
Brady: Myślę, że to znak naprawdę wielkiego artysty, kiedy ten stres nadal istnieje. To pokazuje też, jak bardzo zależy wam na fanach i na tym, żeby dać im świetne show. Nasza stacja regularnie robi badania słuchaczy i pyta ludzi, czego chcą słuchać. I co roku wasza muzyka wybija się ponad wszystko. Ludzie naprawdę kochają to, co robicie. Więc możesz być pewny, że z Cleveland i Akron mnóstwo ludzi pojedzie na ten koncert.
Tyler: To świetne, dzięki.
Brady: Pytaliśmy też naszych słuchaczy: „Gdybyś spotkał swojego ulubionego artystę, o co byś go zapytał?”. Jedna z naszych słuchaczek, Ashton, chciała zapytać: czy podejście do pisania Breach różniło się od Clancy, mimo że oba albumy są częścią tej samej historii?
Tyler: Ten okres trochę mi się zlewa w jedno. Momentum, które złapaliśmy podczas pisania, płynnie przeszło z jednego albumu na drugi. Szczerze mówiąc, czasem sam nie pamiętam, które piosenki są na Breach, a które na Clancy, bo te projekty powstawały tak blisko siebie. Mam wrażenie, że oba albumy mają wspólne DNA – jak brat i siostra wychowani przez tę samą rodzinę. Proces był bardzo podobny. Josh nagrywał perkusję w swoim studiu, ja pisałem i nagrywałem u siebie, współpracowaliśmy z Paulem Meanym. To wszystko było obecne przy obu płytach. Jeśli miałbym wskazać różnicę, to przy Clancy bardziej chcieliśmy coś sobie udowodnić. A Breach powstawał z większym spokojem i świadomością, że nie musimy już niczego udowadniać fanom, tylko pozostać sobą. Czasem artyści czują presję, żeby całkowicie się zmienić. Ale odkryłem, że nie zawsze jest to zdrowe – ani dla artysty, ani dla fanów. Chodzi raczej o znalezienie balansu między czymś nowym a pozostaniem wiernym temu, kim się jest. I myślę, że właśnie z takim nastawieniem powstawał Breach.
Brady: Piękna odpowiedź. Dziękuję. Ashton będzie zachwycona. Chciałam jeszcze zapytać o fanów. Wasi fani są jednymi z najbardziej oddanych i kreatywnych ludzi, jakich widziałem. Zawsze przynoszą jakieś prezenty dla ciebie albo Josha. Czy jest coś, co szczególnie zapadło ci w pamięć?
Tyler: Mam w domu wielkie pudło pełne takich rzeczy. Najczęściej zostają z nami pluszaki albo ręcznie robione maskotki – szydełkowane, dziergane. Jako tata patrzę na to i myślę: „To jest naprawdę niesamowite”. Często daję je dzieciom i one się nimi bawią. Więc nawet podczas najbardziej zwyczajnego dnia w Ohio mogę spojrzeć i zobaczyć córkę bawiącą się czymś, co kiedyś dostałem od fana. Zawsze wydawało mi się to wyjątkowe. Czasem te rzeczy są trochę przepocone po koncercie, bo ktoś stał z nimi cały dzień w tłumie, więc najpierw je pierzemy, zanim dzieci z nimi śpią. Ale poza tym – naprawdę lubimy zatrzymywać takie prezenty.
Brady: Myślę, że ludzie robiący te pluszaki właśnie wygrali życie. To już rodzinne pamiątki.
Tyler: Haha, bardzo możliwe.
Brady: Na koniec – czy możesz zdradzić coś o tym koncercie? Jakąś zapowiedź?
Tyler: To będzie prawdopodobnie najdłuższy koncert, jaki kiedykolwiek zagraliśmy. Prawie trzy godziny. Mam nadzieję, że to nikogo nie odstraszy. Ale wydaje mi się, że to właśnie moment, żeby zagrać piosenki, których nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji zmieścić w setliście. To też dziwne, że to jednorazowy koncert. Ten set i ten sposób grania nie pojawią się nigdzie indziej. No i próbujemy wymyślić nowe sposoby, żeby dotrzeć do różnych części stadionu. To ogromne miejsce i spore wyzwanie, ale mamy kilka pomysłów. To powinno być naprawdę coś wyjątkowego.
Brady: Jedyny taki homecoming show Twenty One Pilots – to już samo w sobie brzmi niesamowicie. Dzięki wielkie za rozmowę, Tyler.
Tyler: Miło było cię poznać. Dzięki.
Joel: 94.1, z tej strony Java Joel, razem z prawdziwą legendą Ohio, panie i panowie. Powitajcie Josha Duna z twenty one pilots.
Josh: Legenda Ohio? Wow.
Joel: Powiedz mi, gdzie teraz jesteś? W Ohio?
Josh: Tak, jestem w Columbus.
Joel: Miło. Wy nigdy nie przeprowadziliście się na zachodnie wybrzeże jak wszyscy inni? Zostaliście raczej w Ohio?
Josh: Wiesz co, ja akurat tak. Tyler nigdy się nie wyprowadził. Ja mieszkałem w Los Angeles przez jakieś siedem lat ze względu na dziewczynę. Potem się pobraliśmy i chcieliśmy się przeprowadzić, a ona chciała wrócić tutaj – i ja też. Więc jesteśmy z powrotem. Mieszkamy tu znowu od około pięciu lat. Ohio ma złą reputację. Mieszkam tu już 20 lat i wiem, że to taki mem – „Ohio jest najgorsze” i tak dalej. A ja uwielbiam to miejsce.
Joel: Wiesz co? Niech memy lecą dalej. Zachowamy ten sekret dla siebie. To nawet zabawne. Sprawdziłem właśnie, że 16 lat temu w tym tygodniu, w 2010 roku, graliście koncert tutaj w Canton, Ohio, w miejscu zwanym Oracle w centrum miasta. To było niesamowite.
Josh: Tak, ten mały klub, świetne miejsce. Graliśmy tam kilka koncertów. I za każdym razem, gdy tam jesteśmy, wspominają, że kiedyś tam występowaliśmy. Ale to szalone, że właśnie teraz wypada 16. rocznica tamtego koncertu.
Joel: Tak. To chyba było jeszcze zanim ty i Tyler zaczęliście grać razem?
Josh: Możliwe. Tyler wtedy grał jeszcze z innymi chłopakami. Ale wydaje mi się, że później już razem też tam graliśmy.
Joel: Pomyśl tylko, ile czasu minęło – od Oracle do dzisiejszego wielkiego ogłoszenia, o którym teraz pogadamy. W Ohio Stadium działy się ostatnio dziwne rzeczy – pokazy dronów, jakieś wskazówki… Dzisiaj wszystko wyszło na jaw, więc oddaję ci głos – co się dzieje?
Josh: Tak, więc 17 października tego roku gramy na Ohio State Stadium. To brzmi dla mnie kompletnie surrealistycznie. I dokładnie jak powiedziałeś – kiedy wracam myślami do tych koncertów sprzed 15 lat… Graliśmy w Canton wiele razy i pamiętam te pierwsze występy: sala na może 300 osób, a na miejscu setka ludzi. Co i tak było świetne. Tyler i ja często wspominamy początki. Jeszcze zanim mieliśmy vana, podróżowaliśmy SUV-em z przyjaciółmi i ciągnęliśmy przyczepę. Nosiliśmy pianino po schodach, taszczyliśmy futerały z bębnami… I krok po kroku próbowaliśmy wejść na kolejny poziom w każdym mieście, do trochę większego klubu. A teraz jesteśmy tutaj – Ohio State Stadium w Columbus. Szaleństwo.
Joel: 17 października. Presale rusza we wtorek, ale trzeba się zapisać do niedzieli wieczorem na twentyonepilots.com. Oficjalna sprzedaż zaczyna się 22 maja. Wyobrażam sobie, że to wyprzeda się błyskawicznie. To stadion, ale ludzie z samego Columbus już go zapełnią. A przecież to największy domowy koncert, jaki kiedykolwiek zagraliście. Fani przylecą z całego świata.
Josh: To też jest szalona myśl. Ludzie naprawdę przylatują. I znowu wracając do tych pierwszych koncertów w Ohio – Canton, Akron, Cleveland, Columbus – wtedy nikt nie przylatywał. Ludziom ledwo chciało się wyjść z domu, żeby przyjść na koncert. I wiesz, z czasem człowiek zaczyna rozumieć, ile wysiłku kosztuje przyjście na show. Sam jestem z Columbus i czasem nie chce mi się przechodzić przez cały ten proces związany z koncertem na stadionie OSU. Trzeba znaleźć parking, ogarnąć jedzenie, przebić się przez tłumy… A co dopiero wsiąść w samolot i przylecieć. Więc naprawdę doceniamy wysiłek, jaki ludzie wkładają, żeby pojawić się na naszych koncertach.
Joel: Fani Twenty One Pilots są naprawdę szaleni – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zrobiliby dla was wszystko. Widzę w tle kilka zestawów perkusyjnych. Mój syn ma 13 lat i gra na perkusji. Wiem też, że pracowałeś kiedyś w Guitar Center, prawda?
Josh: Tak.
Joel: Mój dzieciak uwielbia Guitar Center. Mamy duży sklep niedaleko nas – pełno bębnów, klawiszy, wszystkiego. Rozmawialiśmy ostatnio o ulubionych perkusistach. Jego top 3 to Neil Peart z Rush, John Bonham z Led Zeppelin i Stewart Copeland z The Police. A twoje?
Josh: Po pierwsze – super, że trzynastolatek zna takie legendy, zwłaszcza w czasach, gdy internet jest pełen niesamowitych drummerów z Instagrama. Fajnie, że klasycy nadal żyją wśród młodych ludzi.
I tak, Guitar Center było dla mnie czymś wyjątkowym. Właściwie nauczyłem się tam grać. Mieszkałem blisko jednego sklepu i codziennie jeździłem tam na deskorolce albo rowerze. Siadałem za bębnami na godzinę. Pracownicy byli mega spoko, ale czasem podchodzili i mówili: „Stary, musimy sprzedać te zestawy. Wiemy, że nic nie kupisz”. W tamtych czasach nie siedziałem jeszcze za bardzo na YouTubie. Była taka strona drummerworld.com – setki perkusistów i filmików. Czasem zamykałem oczy, przewijałem i klikałem losowo. „Dobra, dziś oglądam wszystko o tym gościu”. Jednym z moich ulubionych był Buddy Rich. Prawdopodobnie jeden z najlepszych perkusistów wszech czasów. Jazz, big band, ale też totalna energia rockowa. Później słyszałem, że prywatnie nie był najlepszym człowiekiem, co trochę psuje obraz, ale jako dzieciak widziałem tylko jego grę. Jego technika była fenomenalna. Potem odkryłem Aarona Spearsa i pomyślałem: „Wow, to kompletnie inny świat”. Gospel chops, hip-hop, R&B. Kilka lat temu się zaprzyjaźniliśmy, a potem niestety zmarł. Ale do dziś pamiętam pierwszy raz, gdy zobaczyłem go grającego z Usherem. Totalnie rozwalał system. I jest coś wyjątkowego w perkusistach – nie chodzi tylko o talent, ale też o osobowość za bębnami. To właśnie przyciągnęło mnie do perkusji. Miałem lęk społeczny, bałem się odzywać. Myślałem: „Perkusja to idealne miejsce, żeby schować się z tyłu i po prostu walić w bębny”. To była terapia. Ale jednocześnie chciałem wyrażać siebie przez grę. Aaron Spears robił to genialnie – miał osobowość w swojej grze. No i Darren King z MuteMath. Pierwszy raz, gdy go zobaczyłem, wychodził na scenę, zakładał słuchawki i owijał je taśmą klejącą wokół głowy, bo grał tak szalenie, że inaczej by spadły. Myślę, że z czasem zakochałem się bardziej w performerach niż tylko technicznych mistrzach. Mogłem pokazać mojej najmłodszej siostrze świetnego technicznie drummera i powiedziałaby tylko: „Okej, fajne”. Ale kiedy widziała ludzi grających z pasją i energią, to ją inspirowało – nawet niekoniecznie do grania na perkusji, ale do życia.
Joel: Czyli nie chodzi tylko o technikę, ale też o show.
Josh: Dokładnie. Jest coś bardzo ważnego w umiejętności poruszenia ludzi – nawet tych, którzy nie są muzykami.
Joel: A ty sam też nie jesteś byle jakim perkusistą. Naprawdę umiesz przywalić w bębny. Sam się uczyłeś?
Josh: Tak, głównie sam. Oglądałem mnóstwo filmów i robiłem notatki w głowie. Moim pierwszym instrumentem była trąbka i tam byłem uczony klasycznie. Po kilku latach zrozumiałem jednak, że potrafię grać tylko z nut. Chciałem być bardziej kreatywny i robić rzeczy po swojemu. Wtedy postanowiłem nauczyć się sam gry na perkusji. Pamiętam, że nauczyciel w szkole mówił mi: „Za wysoko podnosisz ręce, powinieneś grać ciaśniej i bardziej kontrolować ruchy”. I miał rację. Ale ja odpowiadałem: „Ja chcę właśnie tak grać. Chcę walić mocno”. Więc po prostu robiłem to po swojemu.
Joel: No i wszyscy będą mogli zobaczyć cię za bębnami 17 października. Największy koncert, jaki kiedykolwiek zagraliście. Graliście już kiedyś na Ohio Stadium, prawda?
Josh: Tak, podczas serii meczów hokejowych. Graliśmy chyba siedem minut, więc tylko posmakowaliśmy tego miejsca. Ale wtedy miałem jednocześnie COVID i grypę typu B, więc było raczej okropnie. Mam nadzieję, że tym razem bardziej to przeżyję.
Joel: Bilety w sprzedaży od 22 maja, presale od wtorku po zapisaniu się na twentyonepilots.com. Będziemy też rozdawać wejściówki u nas w Mix 94.1. Jeszcze jedno pytanie – AI. W ciągu ostatnich kilku lat eksplodowało i zaczyna wchodzić do muzyki. Jedni używają go jako narzędzia, inni do pisania piosenek. Czy wy z tego korzystacie? Boicie się tego?
Josh: Nie używamy AI. To trudny temat. Szczerze mówiąc, trochę mnie to przeraża. Wchodzimy w nieznany świat superkomputerów i technologii uczących się. Mam wrażenie, że nie znamy jeszcze pełnych możliwości AI. I może zabrzmię jak stary człowiek, ale siedzę teraz w swoim studiu, gdzie nagrałem perkusję do naszych dwóch ostatnich albumów. Mam wszystko, czego potrzebuję. Nasze ulubione albumy są pełne mikroskopijnych decyzji podejmowanych przez ludzi. Ktoś mógł przez trzy dni szukać idealnego brzmienia gitary do jednego refrenu. Ja nagrywałem czasem trzy różne zestawy perkusyjne w dwóch różnych pomieszczeniach do jednej piosenki. Jest coś w ludzkiej intencji i wykonaniu – Tyler śpiewający do mikrofonu, ja grający mocniej lub delikatniej – czego AI nie potrafi odtworzyć, nawet jeśli analizuje miliony utworów. Nie wiem. Jesteśmy chyba po prostu w dziwnym, nieznanym miejscu. Może istnieją jakieś przydatne narzędzia AI, ale my nie używaliśmy ich przy naszej muzyce.
Joel: Mam podejrzenie, że już teraz są na listach przebojów utwory tworzone z pomocą AI. Czasem brzmią tak, jakby ktoś wpisał: „Zrób miks tego i tego”.
Josh: Myślę, że masz rację. Ostatnio znajomy opowiadał, że jego tata słucha playlist jazzowych generowanych przez AI. A ktoś inny mówił mi, że firma zajmująca się muzyką AI oferowała jego znajomemu duże pieniądze za reklamę ich produktu. I właśnie wtedy robi się trudno. Ludzie próbują zarobić, dostają ogromne kwoty za wrzucenie piętnastosekundowego filmiku na stories… To bardzo szara strefa. Najlepsze i najgorsze czasy jednocześnie.
Joel: Cieszymy się tym wielkim wydarzeniem tutaj w Ohio. twenty one pilots grają największy koncert w swojej historii – domowy koncert na Ohio Stadium, 17 października. Josh Dun, dzięki wielkie za rozmowę.
Wywiad z chłopakami dla stacji WNCI 97.9. pic.twitter.com/8iFoCfxyqN
— twenty øne piløts Pølska (@top_poland) May 15, 2026
Transkrypcja ostatniego wywiadu była dość trudna, ale postanowiliśmy wyróżnić najciekawsze pytania i również je dla Was przetłumaczyć.
Dave: Kiedy graliście ten mecz hokejowy Blue Jackets na stadionie – czy wtedy pomyśleliście: „Powinniśmy zagrać tutaj własny koncert”?
Tyler: Dobre pytanie. Jest taki moment, kiedy liczba ludzi przestaje być czymś, co jesteś w stanie objąć. Wszystko zaczyna się zlewać. Ale są też konkretne chwile – jak ten koncert dla Blue Jackets – kiedy schodzisz ze sceny i myślisz: „Jestem teraz innym człowiekiem. To mnie zmieniło”. Mieliśmy kilka takich momentów, szczególnie w Ameryce Południowej, gdzie graliśmy przed gigantycznymi tłumami. I mam przeczucie, że ten koncert będzie jeszcze bardziej szalony.
Dave: Graliście przecież na festiwalach przed setkami tysięcy ludzi. Czy zdarzało się, że pogoda była fatalna – wiatr, deszcz, upał – ale i tak musieliście grać, bo to festiwal i ludzie chcieli moknąć razem z wami?
Tyler: Właśnie mówiłem ostatnio Joshowi, że ten koncert na OSU Stadium będzie pierwszym razem, kiedy tworzymy całe show tylko pod jeden jedyny koncert. Normalnie układamy setlistę i ruszamy z nią w trasę. Tutaj robimy jeden set. Najdłuższy, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Na festiwalach, jeśli koncert zostanie odwołany przez pogodę, myślimy sobie: „To nie nasz festiwal. Jesteśmy tylko gośćmi. Jak chcecie odwołać – okej”. Nadal dostajemy wypłatę. Ale tutaj… tutaj musimy martwić się pogodą i wszystkim innym.
*
Dave: Uniwersytet podobno bardzo wam pomaga.
Tyler: Tak, są niesamowicie otwarci. Pytają: „Czego potrzebujecie? Co chcecie zrobić?”.
Dave: Scena pośrodku stadionu czy klasycznie?
Tyler: Chcesz, żebym wszystko zdradził? Powiedzmy tylko tyle – będzie więcej niż jedna scena. Co ciekawe, sami tworzymy wszystkie przejścia i muzykę pomiędzy utworami. Budujemy więc takie pętle czasowe: „Ile zajmie mi dojście z punktu A do punktu B?”. Ale tak naprawdę nigdy tego dokładnie nie wiesz. Więc tworzymy loop, który może się zapętlać. Josh i ja mamy też ukryte sygnały – czasem skinienie głową albo konkretne słowo – które oznaczają: „Dobra, jestem już na miejscu, możesz zakończyć loop i jedziemy dalej”. Ale przy stadionie tej wielkości trzeba się zastanawiać: „Ile zajmie mi dojście na sam koniec stadionu?”. To będzie ciekawe.
*
Jimmy: Mam pytanie nerdowskie. Powiedzcie mi o piosence, którą kochacie, choć trochę wstyd się przyznać. Jaka jest wasza guilty pleasure?
Tyler: Pamiętasz tę piosenkę, której słuchaliśmy codziennie jadąc do studia w LA?
Josh: Starship?
Tyler: Tak! Słuchaliśmy jej praktycznie codziennie.
Jimmy: A „Believe” Cher?
Tyler: No błagam.
Josh: Ktoś kiedyś powiedział, że to najgorzej nagrana piosenka wszech czasów.
Tyler: Ale Cher była chyba pierwszą osobą, która tak mocno użyła autotune’u. Pamiętam, jak pierwszy raz to usłyszałem. To było niewiarygodne.
*
Dave: Jak się czujecie jako ojcowie?
Tyler: Czuję się oszukany. To jakiś wielki żart świata. Rodzice albo zapomnieli, jak to wygląda, albo specjalnie nas w to wciągnęli. A kiedy już zostałem ojcem, byli jak „haha”.
Josh: Mam córkę, ma pięć miesięcy.
Tyler: A ja dzieci 6, 4 i 2 lata.
Dave: One rozumieją, czym się zajmujecie?
Tyler: Nie mają pojęcia. Dla nich tata po prostu czasem wychodzi. Ale lubię to. Śpiewam córkom co wieczór piosenki do snu. Doszedłem jednak do momentu, że skończyły mi się pomysły i zacząłem śpiewać kolędy. Ostatnio zapytałem je: „Chcecie, żebym śpiewał czy puścił coś z telefonu?”. I jednogłośnie wybrały telefon zamiast mojego śpiewania. Złamało mi to serce, ale tak czasami bywa.
Josh: One trochę wiedzą kim jestem, bo czasem bywam u Tylera. Kiedyś jego córka Junie spojrzała na mnie i powiedziała: „Ty jesteś na koncertach mojego taty”.
Dave: Josh, śpisz jeszcze przy dziecku w tym wieku?
Josh: Na razie tak. Możliwe, że mam szczęście, ale Ona naprawdę dobrze śpi, każda noc jest odrobinę inna. Ale Tyler uświadomił mi ostatnio, że najtrudniejsze dopiero przede mną.
Tyler: Tak, któregoś dnia Josh mnie zapytał „Jaki etap jest najcięższy?”. Ja nadal jestem w tym procesie, moja najstarsza córka ma sześć lat, więc mam jeszcze tych kilka etapów przed sobą, ale był ciekawy i mogłem zauważyć, że był trochę wymęczony, bo pytał „czy ja jestem teraz w najcięższym etapie? Jaki według Ciebie jest najtrudniejszy okres?”. Nie chciałem go załamać, ale powiedziałem „wiesz co, to trochę jakby od 6 miesiąca do…” i Josh czekał aż zakończę to na jakimś wieku i palnąłem „Tak mniej więcej od dwóch i pół roku”. I wtedy On był jak: „O nie…”.
Josh: Nie mogę się doczekać.
*
Dave: Jak dochodzi do takich rzeczy jak występ przy „Seven Nation Army”? Kto do was dzwoni?
Tyler: W 2018 dostałem list od Jacka White’a. Napisał do mnie ręcznie. Chyba nawet pomylił moje imię i nazwał mnie „Taylor”, ale trudno. Wysłał mi efekty gitarowe i winyle ze swojej tłoczni. Używałem tych efektów podczas nagrywania. Potem Rock and Roll Hall of Fame pytało go, kogo chciałby zaprosić – i jakoś tak się wydarzyło.
Dave: Spotkaliście tam ludzi, przy których byliście onieśmieleni?
Tyler: Tak, Beck był super miły. Ale zawsze mam problem: powiedzieć komuś, jak wielkim jestem fanem, czy udawać, że mnie to nie rusza? Zwykle wybieram opcję numer dwa.
Dave: Raz powiedziałem swojemu idolowi, że jego muzyka dużo dla mnie znaczy i poczułem się, jakby przejechał mnie samochód.
Tyler: Mam zasadę. Jeśli ktoś podchodzi po zdjęcie, a jestem z rodziną, zwykle odmawiam. Ale jeśli rodzic mówi: „Moje dziecko chciałoby zdjęcie”, to zawsze się zgadzam. Bo kiedyś byliśmy w Brooklynie i moje dzieci były totalnie zakochane w „Kocie w kapeluszu”. Akurat była akcja promocyjna i chodził po mieście prawdziwy Cat in the Hat. Podszedłem i zapytałem, czy moja córka może zrobić zdjęcie. I wtedy pomyślałem: jeśli ja jestem dla kogokolwiek choć trochę jak Cat in the Hat, to muszę poświęcić chwilę i zatrzymać się dla tych dzieciaków.
Dave: Czyli Cat in the Hat zrobił zdjęcie?
Tyler: Tak, zrobił.
Dave: Mówią, żeby nigdy nie spotykać swoich idoli. Fajnie, że wy nadal jesteście normalni.
Tyler: Dzięki.



