The Live Experience – Easter Eggs (V)

Witamy w kolejnym i prawdopodobnie ostatnim artykule z serii “The Live Experience – Ester Eggs”. Wysnuta dziś konkluzja może doprowadzić do nieodwracalnych skutków, zatrzęsienia Internetem, załamania czasoprzestrzeni, glitchów symulacji i Blurryface jeden wie co jeszcze. Konkluzja bowiem będzie odważna. Przełamująca utarte schematy, nowatorska, wybitna i zaskakująca. Jesteście na to gotowi?




Ostatnia scena ukazująca Dana i Sally w studio telewizyjnym przyprawia o ciarki. Lisden i Sacarver (przypominamy, iż o tym, że prowadzący Good Day Dema to tak naprawdę dwójka Kapłanów Demy dowiadujemy się z napisów końcowych koncertu [patrz: niżej]) wyglądają na dotkliwie pobitych, a ich maniakalny upór w entuzjastycznym przedstawieniu albumu “Scaled and Icy” prowokuje wiele pytań. Dlaczego tak bardzo zależy im na wypromowaniu płyty? Czyżby wykonywali odgórny nakaz Nico i zwyczajnie bali się o własne życie w przypadku niewypełnienia zadania, jakim jest przekonanie jak największej ilości odbiorców do kupna SAI? A może powodem ich stanu jest kompletnie coś innego? Może to nie Blurryface mści się na poddanych kapłanach, a… No właśnie, kto to może być? Zanim przejdziemy dalej, skupmy się na ostatnim dialogu nagranym w studio.

– Teraz, kiedy już usłyszeliście część omawianej przez nas kolekcji, musicie być tacy jak my!

– Tak!

– Kompletnie nasyceni kolorem!

– Czasami zamykam oczy próbując uciec… Nie mogę uwierzyć jak nieprawdopodobnie cudowna jest ta składanka. 

– Wiesz, że nie da się uciec, Sally.

– Oczywiście, że wiem! Posłuchaj… Idziemy po Ciebie.

– Mamy ludzi w drodze. Nie ma szans…

– Ani jednej… Hahahahaha! Gdzie podział się mój umysł?

– Pamiętasz o składance?

– Oh! Składanka!

Wygląd Dana i Sally to ewidentny dowód na to, że w trakcie propagandowego show coś poszło kompletnie nie po myśli głównego kapłana, Nico (Blurryface). Nie wiemy, czy na pogorszenie ich stanu zdrowa wpływały emocjonalne momenty piosenek granych przez Tylera i Josha, czy może to wszystko było wytworem wyobraźni Tylera. Teorię wielkiego snu dziejącego się w głowie wokalisty potwierdza chociażby ikonografika z plakatu promującego wydarzenie. Jeżeli przyjrzycie się dokładniej, wnętrze studio telewizyjnego, w którym widzimy Dana i Sally do złudzenia przypomina wnętrze głowy Tylera, jeśli to co piszę ma dla Was jakikolwiek sens.

Od ostatniej sceny z prowadzącymi, aż do wykonania utworu “Car Radio”, niewiele się dzieje. Mamy co prawda scenę z żoną wokalisty, będącą jedynie uroczą wstawką rozmowy słyszanej w utworze “Saturday”, ale poza tym, że kolor słuchawki telefonu Jenny jest żółty (co może oznaczać, że znajduje się ona poza Dema i jest jego nadzieją i motywacją do ucieczki), scena nie wnosi zbyt wiele, podobnie zresztą jak wspomniana przez nas wcześniej scena z Debby.

Ciekawym zjawiskiem, jest fakt, iż Tyler jako jedyna osoba w pomieszczeniu, nie reaguje z paniką na dźwięk wybrzmiewających syren. Może to sugerować, iż spodziewał się dokładnie takiego obrotu wydarzeń, albo tyle razy przeżył podobną sytuację, że nie wywołuje ona już żadnych emocji. Jak myślicie, kto tym razem próbował uciec z Demy?

Pod koniec koncertu Tyler upuszcza gitarę obok figurki smoka Trasha, sugerując tym samym, że to, co usłyszeliśmy to nie jest ostatnia rzecz, jaką chcą powiedzieć z Joshem (the real album stays hidden).

Powrót Tylera do studia może przywodzić na myśl stwierdzenie, że wszystko, co widzieliśmy do tej pory nie miało miejsca i że przez cały ten czas wyobrażał sobie przedstawioną sytuację. Jedyne, co nie pasuje do tego toku myślowego, to fakt, iż wokalista ma na sobie inną bluzkę niż ta, którą widzieliśmy na początku Livestreamu.

Kolejnym faktem, potwierdzającym teorię, że rzecz miała miejsce w umyśle Tylera jest to, iż prowadzący prosili Josha, aby wyszedł z kryjówki. Jak wszyscy dobrze wiemy, w fikcyjnym świecie stworzonym przez zespół, Josh należy do banditos i przebywa w Trench – to Tyler został schwytany przez Nico.

To dość zabawne, że w przeddzień publikacji dzisiejszego artykułu, na Twitterze wybuchła dyskusja oskarżająca Tylera (i Josha) o uśmiercenie głównego bohatera lore. Czyżby część fandomu nie wykonała zadania domowego i nie zrozumiała, że cały album Scaled and Icy to propaganda? Dowodem na to może być chociażby fakt, iż z jakiegoś powodu w scenie LE (Livestream Experience), mieliśmy odniesienie do pierwszego listu Clancy’ego – dokładnie ten sam fragment znajdziemy w samplu “Redecorate”. A skoro o “Redecorate” mowa, zwróćcie uwagę na charakter pisma, jaki widoczny jest w oficjalnym klipie lirycznym piosenki.

Zaskoczeni?

Ostatnia piosenka “Scaled and Icy” może być listem od Clancy’ego. To potwierdza przypuszczenia, że Tyler próbuje osłabić kapłanów Demy własną muzyką i stanowić odwrócenie uwagi, by umożliwić Clancy’emu ucieczkę. Podczas show mogliśmy zobaczyć jeszcze jedno odniesienie do dmaorg.info, a mianowicie cyfry widoczne na Mulberry Street. To dokładnie ta sama sekwencja liczb, która stanowiła odnośnik do strony z listami.

Clancy żyje. Losy tej postaci z pewnością zostaną rozwinięte na łamach nadchodzącego albumu, który zamknie cały cykl. Don’t change my mind.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.